Pluszowy miś, elektroniczna niania czy interaktywna lalka mogą wiedzieć o dziecku więcej, niż sądzą rodzice. Wiele współczesnych zabawek ma kamerę, mikrofon i połączenie z internetem. Co dzieje się z danymi, które zbierają?
Jeszcze niedawno zwykły pluszak służył głównie do przytulania. Dziś coraz częściej kryją się w nim czujniki, kamery, mikrofony i technologie pozwalające reagować na głos, ruch i dotyk. Przez to zabawka sprawia wrażenie niemal żywego towarzysza dziecka. Ma to jednak swoją cenę.
Urządzenie może rejestrować dane o dziecku i jego otoczeniu, np. podczas kąpieli lub zabawy na plaży. Warto zwrócić uwagę nie tylko na to, jakie dane zbiera, ale również kto je przetwarza i kto może uzyskać do nich dostęp.
– Zespół Dyżurnet.pl wielokrotnie informował o przypadkach oferowania w internecie dostępu do przejętych kamer internetowych, w tym elektronicznych niań oraz innych urządzeń wykorzystywanych przez dzieci – mówi Anna Kwaśnik, ekspertka ds. edukacji cyfrowej w NASK.
I dodaje, że w ten sposób przestępcy mogą odsłuchiwać dźwięk, a nawet podglądać obraz z prywatnych domów. W sieci pojawiały się także nagrania i zrzuty ekranu pochodzące z takich kamer, udostępniane bez wiedzy i zgody ich właścicieli.
Dane dziecka jako paliwo dla AI
Rodzice powinni być świadomi, że publikując zdjęcie dziecka w internecie, tracą pełną kontrolę nad jego dalszym wykorzystaniem. Fotografie mogą być kopiowane przez osoby trzecie, ale także użyte do trenowania modeli sztucznej inteligencji.
– Nawet jeśli zdjęcie zostało opublikowane z myślą o rodzinie czy znajomych, z czasem może zostać skopiowane, pobrane lub wykorzystane w sposób, którego autor publikacji nie przewidywał. Dlatego prywatność dzieci – oprócz znanych już zagrożeń – narażona jest również na nowe wyzwania związane z rozwojem AI – podkreśla Martyna Różycka, kierowniczka zespołu Dyżurnet.pl w NASK.
Publikowanie informacji o dziecku przez rodziców określane jest mianem sharentingu. Obejmuje ono nie tylko zdjęcia i filmy, ale również wszelkie informacje dotyczące dziecka udostępniane przez najbliższych, np. imię, nazwisko, wiek, zainteresowania czy nazwę szkoły, do której uczęszcza.
– Każda informacja dostępna w internecie może zostać wykorzystana przeciwko dziecku. W przyszłości może prowadzić do cyberprzemocy ze strony rówieśników, ale również ułatwić działania cyberprzestępcom – dodaje Martyna Różycka.
Zadaj sobie to pytanie, zanim opublikujesz zdjęcie dziecka
Kilka zdjęć lub nagrań wystarczy, by za pomocą AI stworzyć realistyczne materiały z udziałem konkretnej osoby. Dlatego publikowanie wizerunku dziecka w sieci wiąże się z ryzykiem jego wykorzystania do deepfejków i innych manipulacji.
Eksperci apelują o szczególną ostrożność podczas wakacji. W tym czasie media społecznościowe zalewają zdjęcia z plaży, basenu i innych letnich aktywności, na których dzieci często są ubrane jedynie w stroje kąpielowe. Takie fotografie bywają kopiowane z mediów społecznościowych i rozpowszechniane w nieodpowiednim, również seksualnym kontekście.
Dlatego jednym z najważniejszych pytań, jakie warto sobie dziś zadać, nie jest „czy to ładne zdjęcie?”, ale „czy moje dziecko za kilka lub kilkanaście lat chciałoby, aby ta fotografia nadal była dostępna w sieci?”. Radość z opublikowania zdjęcia mija szybko, ale cyfrowy ślad może pozostać na całe życie.