wtorek, 17 lutego, 2026

Nasze serwisy:

Więcej

    Rynek agentów AI rośnie jak na drożdżach. Wzrosty ma jeszcze przyśpieszyć ich humanizacja

    Zobacz również

    Globalny rynek agentów AI ma w 2026 roku osiągnąć wartość 10,9 miliarda dolarów, a w 2033 roku będzie to już 182,9 miliarda dolarów – wynika z danych Grand View Research. Aby przyśpieszyć adopcję agentów AI, firmy coraz chętniej nadają im imiona i ludzkie cechy. Ta antropomorfizacja sztucznej inteligencji ma nam pomóc oswoić się z nową technologię i zwiększyć poziom jej akceptacji. Jednak eksperci związani z branżą Customer Experience wskazują na pułapki związane z tą strategią i konieczność zachowania inteligentnej równowagi.

    - Reklama -

    Za koniecznością antropomorfizacji botów stoją twarde dane psychologiczne. Przykładowo niedawne wyniki badania opublikowane na łamach Future Business Journal wykazały, że nadawanie botom ludzkich cech realnie przyspiesza decyzje zakupowe klientów, o ile są oni zaangażowani w interakcję. Z kolei badania zrealizowane przez firmę NVIDIA dowodzą, że realistyczne awatary z odpowiednią ekspresją emocjonalną budują znacznie większe zaangażowanie niż zwykły czat z bezimiennym botem.

    Od prostego bota do pełnoprawnego członka zespołu

    Zwykłym użytkownikom najłatwiej ten nowy trend zaobserwować podczas kontaktu z centrami obsługi. Już od dłuższego czasu wita ich tam np. Max , Alicja, Ania, czy też inny bot o swojsko brzmiącym imieniu. Nadawanie imion ma na celu obniżenie naszej bariery lęku przed AI i zmianę jego postrzegani: z bezdusznego i robotycznego narzędzia – na pomocnego i sympatycznego członka zespołu obsługi klienta.

    To podejście niesie ze sobą ryzyko tzw. luki oczekiwań. Kiedy AI brzmi i wygląda jak człowiek, użytkownicy podświadomie zakładają, że będzie ona posiadać ludzką zdolność rozumowania. Gdy tak się nie dzieje, zaufanie do marki spada gwałtowniej niż w przypadku kontaktu z neutralnym automatem – mówi Krzysztof Lewiński, CEO Armatis Polska, jednego z największych outsourcerów obsługi klienta i sprzedaży w Europie.

    Jak wyjaśnia przedstawiciel Armatis, rozwiązaniem jest inteligentna automatyzacja, która zamiast zastępować człowieka, upraszcza powtarzalne procesy i uwalnia doradców do zadań o wysokiej wartości emocjonalnej. Humanizacja AI poprawia zaufanie tylko krótkoterminowo – bez pełnej przejrzystości i łatwego dostępu do człowieka może prowadzić do kryzysu wizerunkowego, gdy technologia natrafi na swoje naturalne ograniczenia.

    Jak mądrze „uczłowieczyć” bota?

    – Firmy powinny budować tę relację przede wszystkim na transparentności i skuteczności, a nie tylko na atrakcyjnej masce. Użytkownik od pierwszej sekundy musi mieć pewność, z kim rozmawia – sympatyczna Ania nie może udawać człowieka, lecz powinna jasno komunikować swoją rolę jako asystenta AI. Równie ważny jest aktywny przycisk bezpieczeństwa, czyli gwarancja błyskawicznego przejścia do żywego konsultanta w dowolnym momencie rozmowy, co zapobiega frustracji i uwięzieniu klienta w pętli algorytmu – tłumaczy ekspert Armatis.

    Krzysztof Lewiński podkreśla również, że priorytetem zawsze musi być funkcja, a nie persona. Nawet najbardziej dopracowany awatar nie uratuje wizerunku firmy, jeśli bot nie będzie skuteczny w rozwiązywaniu konkretnych problemów technicznych czy reklamacyjnych. Dlatego należy nieustannie monitorować poziomu satysfakcji z obsługi oraz kalibracji reakcji AI, tak aby klienci nie mieli poczucia bycia manipulowanym lub ignorowanym.

    ŹródłoArmatis
    0 Komentarze
    najnowszy
    najstarszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments
    - Reklama -

    Najnowsze

    Legenda CS sygnuje własną kolekcję – poznaj Razer NiKo Collection

    Razer nie zwalnia tempa i ponownie podnosi poprzeczkę w świecie gamingu. Marka przedstawia Razer NiKo Collection – unikalną linię...