czwartek, 29 stycznia, 2026

Nasze serwisy:

Więcej

    Ferie, zdjęcia i dzieci w sieci. O sharentingu, który zaczyna się niewinnie

    Zobacz również

    Zimowe ferie sprzyjają dzieleniu się chwilą. Śnieg skrzypiący pod butami, pierwszy zjazd na nartach, rumiane policzki dziecka i kubek gorącej czekolady w górskiej kawiarni. Telefon sam ląduje w dłoni, zdjęcie lub film powstaje niemal automatycznie, a publikacja w mediach społecznościowych, wydaje się naturalnym przedłużeniem tej radości. Przecież to tylko zdjęcie. Przecież to tylko film. Przecież to tylko rodzina. Przecież wszyscy tak robią.

    - Reklama -


    Ślad, który zostaje
    Sharenting, czyli udostępnianie wizerunku dziecka w internecie przez rodziców lub opiekunów, rzadko wynika ze złych intencji. Najczęściej jest wyrazem miłości, dumy, potrzeby bliskości, pochwalenia się przed innymi. Chcemy pokazać, jak rosną nasze dzieci, jak radzą sobie na stoku, jak pięknie się śmieją. Internet stał się albumem rodzinnym – tyle że publicznym, trwałym i trudnym do kontrolowania.

    Problem polega na tym, że dzieci nie są w stanie wyrazić świadomej zgody na obecność w sieci. Ich cyfrowy ślad powstaje, zanim nauczą się czytać. Zdjęcia z ferii, filmiki z pierwszych upadków na nartach – wszystko to składa się na historię, którą ktoś inny opowiada za nich. Historię, która może wrócić po latach w zupełnie innym kontekście. To, co dla rodzica jest niewinnym i zabawnym kadrem – dziecko ubrudzone lodami, umazane czekoladą, w zbyt dużej bluzie albo śmiejące się do obiektywu – w internecie może zostać odebrane inaczej, wyrwane z rodzinnego znaczenia i pozbawione emocji, które towarzyszyły chwili.

    Sieć nie rozróżnia intencji. Obraz, który w domowym albumie jest czułym wspomnieniem, w przestrzeni publicznej może stać się przedmiotem niechcianych skojarzeń, dwuznacznych interpretacji albo trafić do odbiorców, dla których nigdy nie był przeznaczony. I właśnie ta utrata kontroli nad kontekstem jest jednym znajbardziej niepokojących skutków sharentingu.

    – Internet nie zapomina. Zdjęcie raz opublikowane przestaje należeć wyłącznie do rodzica. Może zostać zapisane, udostępnione dalej, wykorzystane poza pierwotnym kontekstem. Nawet jeśli konto jest prywatne, nadal nie mamy pełnej kontroli nad tym, co zrobią inni. Dla dziecka, które za kilka czy kilkanaście lat będzie budować własną tożsamość, te obrazy mogą stać się źródłem wstydu, złości albo poczucia braku granic – mówi Anna Kwaśnik, ekspertka NASK ds. budowania świadomości cyberbezpieczeństwa.

    Zagrożenia, których nie widać
    Sharenting ma również wymiar bezpieczeństwa. Publikując zdjęcia z ferii w czasie rzeczywistym, często nieświadomie zdradzamy lokalizację, schematy wyjazdów, a nawet informacje o szkole czy zajęciach dziecka. Kolorowy kombinezon z nazwą klubu sportowego, przypięta plakietka hotelowa czy widoczna nazwa stoku to drobne szczegóły, które dla osób postronnych mogą stać się fragmentami większej układanki.

    Nie bez znaczenia są także przepisy o ochronie danych osobowych. Regulacje prawne wskazują, że dane dzieci wymagają szczególnej ostrożności, ponieważ najmłodsi nie są w stanie przewidzieć konsekwencji swojej obecności w sieci. W praktyce oznacza to, że odpowiedzialność za publikowanie ich wizerunku spoczywa na dorosłych.

    Nie chodzi o to, by demonizować rodziców ani straszyć zagrożeniami. Sharenting staje się problemem wtedy, gdy przestajemy się zastanawiać. Gdy publikacja jest odruchem, a nie decyzją. Gdy potrzeba lajków wygrywa z refleksją, czy dana treść rzeczywiście powinna znaleźć się w przestrzeni publicznej.

    Coraz częściej mówi się o prawie dziecka do prywatności i do własnego wizerunku – także wobec rodziców. To trudne, bo wymaga zmiany perspektywy: spojrzenia na zdjęcie nie oczami dumnego dorosłego, lecz przyszłego nastolatka, który być może nie chciałby, aby jego dzieciństwo było dostępne do przewinięcia jednym ruchem palca.

    Prawo nie zakazuje dzielenia się zdjęciami dzieci, ale coraz wyraźniej przypomina o granicy odpowiedzialności – tam, gdzie kończy się bezpieczeństwo i prywatność.

    Cyfrowy ślad twojego dziecka zależy od ciebie
    Ferie to dobry moment, by zwolnić także w sieci. By zadać sobie pytanie, czy każde wspomnienie musi być opublikowane, czy niektóre mogą pozostać tylko nasze. By pomyśleć o dziecku nie tylko tu i teraz, ale również o tym, kim będzie za kilka lat i jaką historię o sobie zastanie w internecie.

    Być może najbezpieczniejszą formą sharentingu jest ta, która kończy się w domowym albumie. Bez zasięgów, bez algorytmów, bez publiczności. Tylko pamięć, emocje i prawdziwa obecność. Bo ferie mijają szybko. Zdjęcia zostają na długo, a w internecie na zawsze.

    ŹródłoNASK
    0 Komentarze
    najnowszy
    najstarszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments
    - Reklama -

    Najnowsze

    FiiO DM15 R2R: Przenośny Odtwarzacz CD z Flagowym Przetwornikiem R2R

    FiiO, wiodący producent innowacyjnych urządzeń audio, z dumą prezentuje FiiO DM15 R2R, przenośny odtwarzacz CD, który łączy nostalgię za...